Author Archive

Outback: Niezwykły zbieg okoliczności [dzień 7]

26.10.2015 Poniedziałek

Dzień zapowiadał się niestety pochmurny także ubraliśmy się ciepło i dalej ruszyliśmy w drogę. Postanowiliśmy przejechać przez Adelaide nie zatrzymując się w niej. Niewiele zatem mogę powiedzieć o jej pięknie lub jego braku. Niedaleko za Adelaide natknęliśmy się na słone jeziora, których powierzchnia była spękana, pokryta solą o różowym zabarwieniu. Gdzieniegdzie tylko można było zobaczyć małe oczka wodne. Oczywiście nie trzeba było nas namawiać, żeby wejść na jezioro i zrobić masę zdjęć. Dominik jako jedyny przeszedł chrzest, gdyż „wpadł” do jeziora, ale o dziwo nie miał mokrych butów, za to umaziane w błocie, które jak to stwierdził śmierdziało glonami. Zwał jak zwał mieliśmy z niego ubaw.

Outback: Coober Pedy czyli na planie filmowym Mad Max:) [dzień 6]

25.10.2015 Niedziela

Śmiało można powiedzieć, że Coober Pedy to miejsce szczególne i chyba jedyne takie na świecie, gdzie ludzie w większości mieszkają pod ziemią.

Jest to małe lecz najlepiej znane miasteczko położone na totalnym pustkowiu w Australii Południowej (stan South Australia). Co ciekawe jest to największe na świecie miejsce wydobycia szlachetnych opali mlecznych (white opals).

Byłam bardzo niezadowolona kiedy rano zadzwonił budzik, gdyż nie pamiętam takiego dnia kiedy spałoby mi się tak dobrze jak tutaj. Ciemno, żadnych rozpraszających świateł lamp ulicznych, totalna cisza – jedni powiedzieliby jak w grobie:) i na dodatek cudowny zapach… Nie wiem jak to możliwe, ponieważ geologiem nie jestem, ale zapach tego kamienia, w którym wykuty był pokój był istnym spa dla mojego nosa. Spało się cudownie. Żal było żegnać się z tym miejscem po tak krótkim czasie, szczególnie, że Rick okazał się bardzo rozmowny i potwierdzał, że mieszkanie pod ziemią jest po prostu wynalazkiem na miarę złota. „Dugouts” bo tak nazywają swoje domy chronią ich nie tylko przed upałami sięgającymi podczas lata 50 stopni Celsjusza, ale także przed częstymi burzami piaskowymi. Co ciekawe temperatura pod ziemią cały rok jest stabilna i wynosi 21 stopni Celsjusza, dzięki czemu nie muszą zimą używać tzw. heaterów, jak to czynią mieszkańcy Sydney.

Outback: Kata Tjuta i droga do Coober Pedy [dzień 5]

Sobota 24.10.2015

Dla mnie ten dzień jest z pewnością warty zapamiętania z wielu to powodów. Dla Dominika z kolei z powodu porannej pobudki, którą zarządziłam o 4:30 rano, nie żartuję:) Chciałam zobaczyć wschód słońca na oddalonych 30 km na zachód od Uluru, Kata Tjuta zwanych po ang. The Olgas. Od wielu znajomych słyszałam same superlatywy na ich temat, także po prostu musiałam je zobaczyć. Kata Tjuta co z języka aborygęńskiego oznacza „wiele głów” to grupa położonych blisko siebie co najmniej 30-stu okrągłych czerwonych skał wyrastających z pustyni. Podobnie jak Uluru Kata Tjuta liczą 550 milionów lat i są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco.

Outback: Uluru!! Welcome to Anangu land [Dzień 4]

23.10.2015 Piątek

Uluru!! UluUluru!! Tak właśnie Piotr wtorówał aborygeńskiemu zespołowi, którego płytę puszczał nam w aucie regularnie. Teraz wszyscy zaczęliśmy wspólnie śpiewać te słowa, bo teraz w końcu nabrały one znaczenia. Ta skała jest po prostu ogromna! Pełne słońce, niebo bezchmurne i niebieskie i ta wielka czerwona skała. Cudownie!

Ze względu na gorąc jaki panował tego dnia, na szlak staraliśmy się wyjść jak najwcześniej. Ale niestety tym razem sen wziął nad nami górę i zwlekliśmy się z łóżek dopiero po 8 rano. Na parkingu, który znajduje się centralnie przy Uluru byliśmy o godzinie 10.00, ale pomimo tego, słońce już porządnie przypiekało.

Outback: Kings Canyon i pierwsze vis-à-vis z Uluru [dzień 3]

22.10.2015 Czwartek

Wstaliśmy jeszcze przed wschodem słońca, żeby móc go podziwiać na tarasie widokowym jedząc śniadanie. Niestety tysiące much pomyślały podobnie jak my, dlatego do końca życia zapamiętam tą walkę o każdy kęs mojej kanapki i uważne cedzenie herbaty przez zęby. Od tego momentu wiedziałam, że siatka na muchy to najlepiej wydane $5 w moim życiu:)

Szybkie wymeldowanie z resortu i ruszyliśmy na szlak tzw. Rim Walk, który prowadził nas wzdłuż kanionu. Strażnicy parku narodowego Watarrka zalecali, aby ze względu na panujące wysokie temperatury pow. 36 stopni Celsjusza wyruszać na szlak najwcześniej jak jest to możliwe. Podobno po godz. 9 rano wejście na szlak było zamykane, ale czy tak faktycznie było, nie sprawdzałam.

Rim Walk okazał się bardzo przyjemnym szlakiem. 6 kilometrów pięknych widoków. Najpierw strome wejście na górę, a później już tylko spacer okrążający kanion i zejście na parking. Widoki zapierały dech w piersiach, było naprawdę wysoko i ze względu na bardzo silny wiatr, nie zbliżałam się zbytnio do krawędzi choć nie mówię, że kusiło:)