Outback: Kings Canyon i pierwsze vis-à-vis z Uluru [dzień 3]

22.10.2015 Czwartek

Wstaliśmy jeszcze przed wschodem słońca, żeby móc go podziwiać na tarasie widokowym jedząc śniadanie. Niestety tysiące much pomyślały podobnie jak my, dlatego do końca życia zapamiętam tą walkę o każdy kęs mojej kanapki i uważne cedzenie herbaty przez zęby. Od tego momentu wiedziałam, że siatka na muchy to najlepiej wydane $5 w moim życiu:)

Szybkie wymeldowanie z resortu i ruszyliśmy na szlak tzw. Rim Walk, który prowadził nas wzdłuż kanionu. Strażnicy parku narodowego Watarrka zalecali, aby ze względu na panujące wysokie temperatury pow. 36 stopni Celsjusza wyruszać na szlak najwcześniej jak jest to możliwe. Podobno po godz. 9 rano wejście na szlak było zamykane, ale czy tak faktycznie było, nie sprawdzałam.

Rim Walk okazał się bardzo przyjemnym szlakiem. 6 kilometrów pięknych widoków. Najpierw strome wejście na górę, a później już tylko spacer okrążający kanion i zejście na parking. Widoki zapierały dech w piersiach, było naprawdę wysoko i ze względu na bardzo silny wiatr, nie zbliżałam się zbytnio do krawędzi choć nie mówię, że kusiło:)

„The Wedding Cake Rock” czyli skała jak tort

Wycieczki w Sydney bez auta też mogą być ciekawe:) Oto jeden z przykładów jak aktywnie i przyjemnie można spędzić wolny dzień z dala od miejskiego zgiełku.

To co w Sydney lubię najbardziej to możliwość obcowania z przyrodą pomimo, że jest się wciąż w granicach miasta i nie chodzi mi tu o pięknie zadbane parki miejskie lecz o parki narodowe, których jest tu kilka.

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się do Royal National Park. Moja koleżanka Haruka, którą poznałam w collegu, wraca niebawem do Japonii i chciałam zrobić jej niespodziankę i zorganizować jakąś ciekawą wycieczkę.

Outback: w drodze do Kings Canyon [dzień 2]

Środa 21.10.2015

Po wieczornej kąpieli w basenie i pysznych stekach nie musieliśmy na szczęście wstawać bardzo wcześnie rano. Odebraliśmy naszego busa, zakupy zrobione wcześniej w Woolworths i lodówkę z Bunnings. Mając wszystko co potrzebne, zahaczyliśmy tylko o punkt widokowy „Anzac Hill”, gdzie pożegnaliśmy się z Alice na dobre i ruszyliśmy dalej w drogę.

Dodam tylko jeszcze, że ciekawym miejscem w Alice Springs jest Royal Flying Doctor Service, które powstało w 1928 roku. Latający lekarze w „podniebnej karetce pogotowia” tylko w ten sposób są w stanie szybko dotrzeć do potrzebujących w odległych zakątkach outbacku. Odwiedziliśmy to ciekawe i jedyne w swoim rodzaju muzeum, ale niestety nie mieliśmy czasu obejrzeć wystawy, musieliśmy się jeszcze dziś dostać do Kings Canyon, czyli mieliśmy 475 km do przejechania. 

Outback: wizyta w Alice Springs [dzień 1]

Tą podróż planowałam bardzo długo. Pewnie gdyby nie zbieg sprzyjających okoliczności to podejrzewam, że jeszcze przez kilka miesięcy nasze oczy nie ujrzałyby czerwonej jak cegła ziemi.

Ale może zacznę od początku:)

Dzięki naszym znajomym Monice i Grześkowi, którzy również opowiadają o tym jak to się im żyje w Australii na swoim blogu Smoki i Kangury, udało się nam dotrzeć do Dominika, który pracuje w Polsce w biurze podróży „Supertramp” i organizuje wycieczki do Australii. Akurat poszukiwał kogoś, kto przewiezie samochód z Alice Springs do Melbourne. Także dzięki tzw. zasadzie: „przysługa za przysługę” mieliśmy już nasz wehikuł, który miał nas zabrać w samo serce Australii:)

Kiedy planowałam tą wycieczkę na papierze, zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z realnych kilometrów, które mamy do przejechania. Wszystko wydawało się dość blisko i „do zrobienia”, teraz po przejechaniu 3800 kilometrów wiem już jak jeździ się po Australii i jak trzeba planować kolejne wyprawy.

Bliskie spotkanie z kangurami w Morisset Park

Dnia 18.04.2015 udało się nam w końcu zobaczyć kangury, żyjące na wolności :)

Pojechaliśmy do Morisset Park, który jest położony ok 114 km od Sydney w kierunku północno–zachodnim. Park jest położony na przedmieściach miasta Lake Macquarie w Nowej Południowej Walii na wschodnim półwyspie od miasta Morisset po zachodniej stronie jeziora Macquarie.