• Home
  • Blog
  • Smutne refleksje po 6 miesiącach bycia w Sydney

Smutne refleksje po 6 miesiącach bycia w Sydney

Dzisiaj powieje pesymizmem… tak dla równowagi w internecie. Kiedy padł pomysł wyjazdu na Antypody, nie wiedziałam sama czego się spodziewać po tak odległym zakątku świata. Zaczęłam wertować internet, różne fora, na których Australia kreowana była na krainę miodem i mlekiem płynącą. Oddźwięk internatów brzmiał: przyjeżdżajcie, jest cudownie! Łatwo znaleźć pracę i ułożyć sobie życie na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Australijczycy to bardzo sympatyczni i otwarci ludzie, a sam kraj tylko na Was czeka z otwartymi rękami.

No to tylko się pakować i fruu.

Po wylądowaniu na czerwonej ziemi, jakoś o dziwo rzeczywistość rysuje się trochę, a nawet bardzo inaczej… nie spotykam tak wielu sympatycznych i pomocnych Australijczyków, a szczęśliwych emigrantów mogę na palcach jednej ręki wymienić…no to może ja pomyliłam kierunek? – pytam się sama siebie. Niestety nie, to naprawdę Sydney i naprawdę wcale nie jest tak różowo jak miało być.

Po pierwsze Australijczycy nie lubią emigrantów. OK, może zbyt ostro powiedziane. Lubią ich za to, że emigranci wykonują tutaj gorsze prace, których oni by nie chcieli. Problem pojawia się wtedy, kiedy osoba przyjezdna chce stać się rezydentem, obywatelem tego kraju. Oooo wtedy zaczynają się schody.

Nie będę owijać w bawełnę, oni są po prostu zamknięci na innych. Jestem tutaj krótko, ale już poznałam wiele osób, których historie wcale nie są wesołe i dalekie od ideału przedstawianego w sieci.

Na przykład „pani A” mieszka tutaj dobrych kilka lat będąc cały czas na wizie studenckiej, gdyż znalezienie pracodawcy, który chciałby ją za sponsorować graniczy z cudem. Więc grzecznie co roku wpłaca odpowiednią sumę (czyt. bardzo dużą) za kolejną wizę studencką i za kolejny kurs/studia… i tak lata lecą.

Kolejny „pan W” wielce uradowany, że udało mu się w końcu znaleźć sponsora dostał wiadomość od urzędu emigracyjnego, że niestety, ale nie posiada odpowiednich kwalifikacji na to stanowisko (pomoc kucharza) i musi najpierw ukończyć kurs szefa kuchni (bardzo drogi nawiasem mówiąc) aby móc aplikować o wizę sponsorowaną. Czyli jeśli „pan W” zdecyduje się zostać w Australii, najpierw przez kolejny rok może dwa musi uczęszczać do szkoły, płacić oczywiście za kurs i wizę studencką, a później kiedy będzie już należycie wykwalifikowany, może zacząć walkę z urzędem emigracyjnym:) Wszystko może zakończyć się bardzo pozytywnie dopóki restauracja będzie prosperować, gdyż w razie zamknięcia biznesu „pan W” traci wszelkie prawa do wizy sponsorowanej i gra zaczyna się od nowa.

Z kolei „pani Z” osoba władająca językiem angielskim prawie jak native, mająca studia ukończone za granicą i międzynarodowe doświadczenie zawodowe ma ogromny problem z znalezieniem pracy w swojej specjalności. Kelnerką czy barmanką może być od zaraz, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Podczas wielu interview słyszy zawsze to samo: jest pani albo „overqualificated” albo nie posiada pani wizy stałego pobytu, a co za tym idzie nie może pani pracować 40 h tygodniowo… i co? Koło się zamyka, bo jak biedna „pani Z ” może posiadać „permanent wizę” jeśli nie może znaleźć pracodawcy, który by ją zasponsorował i ciągle musi być na wizie studenckiej uprawniającej do pracy 20 h tygodniowo.

Żal nad żałościami.

Po sześciu miesiącach spędzonych tutaj, po bardzo wielu rozmowach z różnymi osobami z całego świata jestem przygnębiona ich historiami.

Niektórzy z nich nawet posiadają zawód, który znajduje się na liście zawodów pożądanych przez rząd australijski, owszem mogą ubiegać się o „skills wizę”, ale bardzo często przeszkodą jest zdanie egzaminu IELTS na taką notę jaka jest wymagana. Znam osoby, które próbowały kilkakrotnie (jednorazowa opłata za egzamin to ok.350 $). Później jeśli już masz szczęśliwie zdany IELTS można aplikować o „skills wizę”, co jednak trochę trwa (nawet dwa lata) i kosztuje nie bagatela sumę ok. 10 000 $. Także podsumowując łatwo nie jest.

Słysząc takie i wiele innych historii, widząc jak Ci ludzie robią wszystko żeby tylko tutaj zostać. Na marginesie małżeństwa dla wizy to też nie przeżytek, zastanawiam się nad jednym… czy warto?

Czy warto płacić ogromne sumy pieniędzy tylko za to, że chce się mieszkać w tym kraju? Szczerze w tym momencie sama czuję się tak, jakbym płaciła za to, że oddycham tutejszym powietrzem.

Zdaję sobie sprawę, że jestem w Australii krótko i pewnie wiele osób żyjących tutaj długie lata się ze mną nie zgodzą. Chcę zaznaczyć, że ja w tym wpisie nie atakuje kraju, a raczej wyrażam swoje osobiste rozczarowanie tym co tutaj usłyszałam nie od jednej osoby, ale od wielu, zaczynając od Europy, a kończąc na Ameryce Południowej.

Wiem, że wielu z Was teraz zadaje sobie pytanie, to po co tutaj przyjechałaś? Przyjechałam, gdyż chciałam poznać warunki życia tutaj i „poczuć ten kraj na własnej skórze”. Podróże są moim celem, ale nie potrafię być obojętna na to, jak wiele jest tutaj niesprawiedliwości. Ludzie mający wykształcenie oraz doświadczenie np. w Europie, muszą zaczynać tutaj wszystko od nowa jakby dopiero skończyli liceum, gdyż w Australii liczy się tylko to, co masz w Australii (wykształcenie i doświadczenie). A to wymaga czasu. Tylko nie każdy niestety go ma. Mało kto przyjeżdża tutaj jako 20- latek, ponieważ przeciętnego polskiego 20-latka na to po prostu nie stać. Reszta mimo upływających lat albo zakłada mundurek szkolny i próbuje przebić mur, albo wraca po roku, dwóch ciężkiej pracy do ojczyzny.

Obserwując to wszystko doszłam do jednego wniosku. Nie musicie się z nim zgadzać, to tylko moja osobista opinia. Warto tu przyjechać. Warto pozwiedzać, zobaczyć i przeżyć ile najwięcej się uda, ale aby ułożyć sobie godne życie tutaj… lepiej mieć 20 lat,a nie 30. Trzeba zagryźć zęby i zacząć budować swoją przyszłość od zera. Wtedy na wszystko starczy czasu. Na język, szkołę, pracę, rodzinę i w końcu na podróże (w Australijskich realiach w takiej kolejności).

Trackback from your site.

Comments (35)

  • Avatar

    Agata

    |

    Hej…ja też zgłębiam temat wyjazdu do Australii. Nie chce nam się czekać na wizę pracowniczą, więc myślimy o kursie i po prostu zdobyciu umiejętności językowych i przeżycia przygody. Sydney to duża aglomeracja, niektórzy twierdzą że zatłoczona i ciężko tam o pracę. Czy nie rozważaliście wyjazdu do innych miast? Myślicie że w innym miejscu byłoby łatwiej?

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Powiem szczerze, że nie rozważaliśmy jak na razie opcji wyjazdu w inne miejsce. Głównie dlatego, że my z kolei uznaliśmy, że jednak tutaj mieszka najwięcej osób i najłatwiej o tzw. „pracę na początek”. Jesteśmy jak najbardziej otwarci na inne miejsca, ale czas tu leci tak nie ubłagalnie szybko, że za chwileczkę będziemy musieli zdecydować co robimy dalej..czy zostajemy w Australii czy wracamy. Na dzień dzisiejszy jeśli miałabym się gdzieś przenosić to chyba do Perth, ale dokładniej nie badałam tamtejszego rynku pracy. A Wy gdzie planujecie przylecieć? Sydney?

      Reply

      • Avatar

        Jolanta

        |

        Tak, Perth co dobry pomysł, co do miejsca ale nie wiem jak z praca. :)

        Reply

  • Avatar

    Agata

    |

    Hej,
    W innych miastach wcale nie jest inaczej (pozdrawiam z Melbourne w ktorym mieszkam od ponad 2 lat). Osobiscie mialam troche szczescia, bo przyjechalam tu na wizie partnerskiej (praktycznie jest to residency) wiec przynajmniej wizowe bledne kolo mnie ominelo, ale jesli chodzi o prace, kwalifikacje, czy immigrantow vs Australijczykow, zgadzam sie w 100%. Dodam jeszcze ze tym bardziej sie zgodze, bo niejako ‚siedze w branzy’ i pracuje w rekrutacji. Prawda jest taka ze Australia to kraj wielokulturowy, zbudowany z imigrantow natomiast jednoczesnie bardzo malo ‚zintegrowany” i co mnie osobiscie bardzo zaskoczylo: malo tolerancyjny. Serbowie trzymaja sie z Serbami, Grecy z Grekami, itp itd… Kultury sie nie przenikaja, nie ma tez czegos takiego jak „australijskosc” – kazda kultura ma swoje tradycje, swoje obrzadki, swoje zwyczaje i nie zauwazylam aby to sie w mniejszym, ani wiekszym stopniu mieszalo. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w Melbourne sa to nawet konkretne dzielnice, ktore sa typowo zamieszkane przez Wlochow, Grekow, Sudanczykow, Niemcow, Zydow, itp. Na rynku pracy wyglada to tak, ze w Australii wg oficjalnych statystyk bezrobocie jest na poziomie 5%, czy tak naprawde zadne, a na dodatek w niektorych banzach czy rejonach jest wiecej pracy niz ludzi. W praktyce, no moje oko bezrobocie jest na poziomie minimum 20%, jesli nie iweksze, bo do oficjalnych statystyk nie wliczaja sie ludzie przebywajacy tu na wizach, ani nawet ci ze statusem resident, a tylko i jedynie citizens (z paszportami). Wiec realnie wyglada to tak, ze srednio na kazde ogloszenie o prace biurowa, powiedzmy „accountant” przychodzi ok 120-140 aplikacji w ciagu 3-4 dni, z czego moze 5% to osoby ktore sa poza australia i licza na szczescie, a cala reszta to ludzie z kwalifikacjami, doswiadczeniem, w mniejszym lub wiekszym stopniu spelniajacymi wymagania na stanowisko. Tak wiec jesli siedzi sie po tej stronie i ma sie wybrac kilka osob na interview, mozna naprawde wysrubowac sobie wymagania: niech nie beda zbyt doswiadcznei, bo im sie szybko znudzi, niech znaja lokalne warunki na rynku, niech nie sa zbyt drodzy (ale tez nie zbyt tani bo tzn ze nie szanuja swoich kwalifikacji), niech nie trzeba na nich dlugo czekac itp itd… Miedzynarodowe doswiadczenie tez niestety nie pomaga (a nawet moze przeszkadzac), bo Australia wyrobila sobie bardzo specyficzny mikro-klimat ekonomiczny i to jak pewne rzeczy robi sie w Europie, w Stanach czy gdziekolwiek indziej ich nie interesuje – nie chca sie uczyc, widziec nowych sposobow, probowac innych rozwiazan – lubia wiedziec ze ty rozumiesz jak to dziala TUTAJ i tak bedziesz to robil.

    Rozpisalam sie troche, a moglabym jeszcze dlugo na ten temat wiec jak cos to zapraszam do kontaktu, powodzenia w Sydney czy gdziekolwiek indziej – pozdrawiam!

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Hej Agata,
      dziękuję za Twój komentarz, który utwierdził mnie w przekonaniu, że nie jestem sama, która tak uważa:) Ty to wiesz nawet lepiej niż ja, gdyż jak napisałaś „siedzisz w tym temacie”:) W Sydney jest podobnie, jeśli chodzi o tą wielokulturowość, która tutaj również się nie przenika. Ja faktycznie mieszkam w dzielnicy, w której większość to Grecy i Macedończycy, a po drugiej stronie linii kolejowej co drugi mieszkaniec mówi po arabsku. Więc faktycznie jest tak jak mówisz. Smutne jest to, dokładnie tak jak piszesz, że dla nich nie liczy się Twoje doświadczenie z poza Australii i oni nie chcą, nie lubią lub po prostu są za bardzo leniwi, żeby wprowadzać zmiany i ulepszać coś co przecież już działa:)
      W każdym razie mi po 6 miesiącach „walki” udało się znaleźć pracę w moim zawodzie (oczywiście part- time), gdzie 3/4 współpracowników to urodzeni Ozzie, także mam nadzieję, że na własnej skórze przekonam się o tym: jak to u nich tak naprawdę jest z tą tolerancją:)
      Pozdrawiam i czekam na Twoje komentarze.

      Reply

    • Avatar

      Jolanta

      |

      Australia to bardzo młody kraj, wiec skąd ma mieć tradycje. Tradycje przywozimy my emigranci. Ja mieszkam w Kanadzie i tu tez kultury się nie przenikają. Kanada tez mlekiem i miodem płynąca, a taka tez nie jest, jak masz szczęście to szybko masz prace jak nie, to wiadomo co. Wiec głowa do góry, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. A żyć trzeba tam gdzie się jest. A polska zaradność nam pomaga. Pozdrawiam, Wy to macie choć ciepło. A w Perth nie ma wysokiej wilgotności powietrza, łatwiej znosi się upal i zimno jak to można nazwać zimnem. :)

      Reply

  • Avatar

    Andrzej

    |

    Witam

    A ja patrze na to wszystko z optymizmem, wydaje mi sie, wszystko zalezy jak sie startuje.
    Ja za tydzien wyladuje w Darwin, i mysle ze bedzie ok.
    Praca juz czeka, wiza 457 przyznana, i nawet zlapalem kontakt z miejscowa Polonia :)
    Napisze wam jak Ozzie przyjma mnie w pracy,aczkolwiek jestem optymista.
    Co do egzaminu IELTS- w czym problem, na wize skilled wymagane jest 5 z kazdego modulu, wydaje mi sie ze jesli sie nie zna jezyka na takim poziomie, to o przyzwoitej pracy mozna zapomniec, a takze o normalnym traktowaniu przez miejscowych.
    Pozdrawiam

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Witam

      Gratuluję wizy 457 i pracy, która już na Ciebie czeka. Jeśli masz ochotę możesz opisać tutaj swój przypadek, a dokładnie to, jak udało Ci się dostać wizę sponsorską jeszcze z poziomu Polski, ponieważ jestem pewna, że wielu naszych czytelników to zainteresuje.
      Co do Twojego spostrzeżenia odnośnie IELTS i wizy skills to nie mam pojęcia jaką masz profesję, ale jeżeli chodzi o mój zawód, a jestem farmaceutą to potrzebuje wynik minimum 7,5 wersja Academic z każdego modułu, co nie uważam, że jest aż tak proste, jak piszesz. Nie jest to egzamin sprawiedliwy i każdy nauczyciel angielskiego się ze mną z tym zgodzi. Ja aktualnie od niedawna pracuje tutaj w aptece, co jednak nie zmienia faktu, że jeśli chciałabym tutaj zostać na stałe aby pracować w zawodzie, muszę przebić się przez masę biurokracji oraz zainwestować wiele pieniędzy. Takie wiadomości chciałam przekazać pisząc ten post, ponieważ wielu nie zdaje sobie sprawy z tego jak to tutaj wszystko działa i niestety głównie rozchodzi się o ogromne pieniądze. Mój post był odzwierciedleniem doświadczeń moich znajomych, należy zatem pamiętać, że każdy przypadek jest inny i może akurat Ty masz i będziesz miał więcej szczęścia niż inni. Powodzenia w Darwin, które jest na liście moich miejsc, które mamy zamiar odwiedzić:)
      Justyna

      Reply

  • Avatar

    Andrzej

    |

    Witam

    Odnosnie IELTS-moj blad, chodzilo mi o wize sponsorowana 457, i do tej wymagane jest 5.
    Ja osobiscie podszedlem do testu z marszu i wyszlo niezle, ale to tylko dlatego ze mieszkalem,uczylem sie i pracowalem w UK troche czasu .Zdawalem w USA, i mysle ze byl bardzo latwy.
    Co do wizy sponsorowanej, w duzej mierze liczylo sie doswiadczenie i lata spedzone w UK(niestety biora to pod uwage, i to bardzo).
    Pracuje w branzy kasynowej( w dziale monitoringu) od wielu lat i przeszedlem wszystkie szczeble od samego dolu do gory.
    Ludzi z doswiadczeniem kasynowym(monitoring) nie znajdziesz na ulicy, nie da sie tez ich przeszkolic aby osiagneli dobry poziom, to sie osiaga tylko przez lata spedzone w kasynie.
    Bylo ogloszenie o prace, zglosilem sie, przeszedlem rozmowy i dostalem prace.
    Kasyno zalatwialo wszystkie sprawy zwiazane z wiza w Australii, ja tylko dosylalem wymagane dokumenty i zrobilem badania w Warszawie.
    Nie musialem robic skills assement, kasyno wystapilo o uznanie moich lat pracy w UK i to bylo wystarczajace.
    Co do dokumentow ktore musialem im dostarczyc-poza standardowymi , wymagali takze moje paski wyplat z UK za ostatnie 5 lat, wszystkie rozliczenia roczne , wszystkie licencje ktorych uzywalem w UK, wszystkie inne umowy z innych krajow,wlacznie z dowodami wyplat(wplywy na konto),tak wiec bylo tego sporo.
    Reasumujac:
    Inna jest droga jesli samemu starasz sie o wize a calkiem inna jesli masz pracodawce ktory ci w tym pomaga.
    W moim przypadku doswiadczenie i dobra znajomosc j.angielskiego w zupelnosci wystarczyly.

    Andrzej

    Reply

    • Avatar

      Jolanta

      |

      Jeśli mogę spytać jaka szkole pan kończył w UK?

      Reply

      • Avatar

        Andrzej

        |

        Zadnej konkretnej, chodzilem na angielski do collegu, 2x w tygodniu po 2 godz, w sumie jakies 2 lata,tylko ze czesto zamiast na wyklady to musialem do pracy isc…tam nauczylem sie wiecej gramatyki i pisowni, a praca zmusila mnie do rozmawiania praktycznie nonstop

        Reply

    • Avatar

      Anna

      |

      Panie Andrzeju,
      czy pamieta Pan ile trwalo zalatwienie wizy 457 od czasu zlozenia aplikacji?
      Na stronie pisza ze 3 miesiace ale zastanawiam sie czy moze byc krocej?
      Bardzo dziekuje za pomoc.

      Reply

  • Avatar

    mr

    |

    Justyna! na smutki najlepsze jest…………..TROLOLOLO!!!!!!

    nie wiedziałem, że piszesz bloga!!;) pooozdrowienia

    Reply

  • Avatar

    Agata

    |

    Jej Justyna,
    Widzę że mamy tu dwie Agaty?. Ja jestem z tego pierwszego posta. Super że masz pracę. Czy jesteś już na innej wizję czy dalej studenckiej skoro pracuje są na 3/4 etatu? Odpowiadając na Twoje pytanie, my bardzo chcemy pojechać do Perth. Czytałam że to jest tam super pogoda i przyjaźni ludzie. Sądzę że jednak każdy musi to przeżyć na własnej skórze i ocenić. A jakie są wasze plany na najbliższy rok? Ja swój ielts muszę zdać na 8 do no worries?pozdrawiam

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Hej Agato,
      jak widać masz bardzo popularne imię:) Tak, bardzo się cieszę, że udało mi się w końcu znaleźć pracę w aptece:) Zgodnie z warunkami wizy studenckiej( wciąż jestem na niej) pracuje na pół etatu czyli 20 h/ tygodniowo. Ale jak to mówią, lepszy rydz niż nic:) Jeśli miałabym Ci coś doradzać w sprawie IELTS, to na Twoim miejscu zdawałabym go w Polsce. Od kilku moich nauczycieli słyszałam, że trudniej zdać ten egzamin tutaj, ponieważ oceniają nas egzaminatorzy, którzy są native więc z zasady są bardziej wymagający. A co do Perth, sama chce je odwiedzić, a czy ludzie są mniej czy bardziej przyjaźni niż w Sydney- nie mam zielonego pojęcia:) Pewnie tak jak wszędzie- są różni:) Pozdrawiam

      Reply

  • Avatar

    Agata

    |

    Hej Justyna? trzyma kciuki za pracę. Jestem ciekawą Twoich wrażeń z pracy z Ozzies. Z egzaminem pewnie masz rację. Lepiej tutaj załatwić sprawy i potem mieć łatwiej. Człowiek jest jednak taki niecierpliwy i już chciałby tam być.?pozdrowienia z Legnicy

    Reply

  • Avatar

    Górol

    |

    Justyna wysyłamy dużo sił z Podhala dla Ciebie i Dominika!
    Nie poddawaj się, początki kształcą i wzmacniają, nie pytamy nawet czy żałujesz wyjazdu i jak to mówią ” a może było siedzieć na dupie w chaupie….”
    Dzięki za filmy i super blog’a!
    pozdrawiamy!

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Górol dziękuję za miłe słowa.
      Jako, że płynie we mnie góralska krew tak łatwo się nie poddaje;)
      Pozdrawiam serdecznie całe Podhale!

      Reply

  • Avatar

    Jakub

    |

    Droga Justyno,
    Strasznie przykro mi czytac Twoja notke z jednego prostego powodu. Po zaledwie 1,5 miesiaca mieszkania tutaj widze dokladnie to samo. Wartosciowi ludzie pracujacy jako sprzatacze dlatego, ze mieli nieszczescie urodzic sie i zrobic studia w innym miejscu. Walka o uznanie czegokolwiek, czy to studiow czy uprawnien, jest jak walka z wiatrakami. I widok Australijczyka, ktory nie ma pojecia co robi, a robi to tylko dlatego, ze jest Australijczykiem. Dziekuje Ci za ten wpis; ujelas dokladnie w slowa moje przemyslenia dotyczace tego. Pozdrowienia z Lane Cove Kuba

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Hej Kuba,
      miło było mi przeczytać, że ktoś myśli podobnie:) Co planujesz w takim razie? Na jak długo przyjechałeś do Australii?

      Reply

  • Avatar

    Grześ

    |

    Cześć,
    Przede wszystkim dzięki Wam, że pojawiły się kolejne osoby w sieci, które dzielą się informacjami i doświadczeniami związanymi z tym kuszącym krajem jakim jest Australia. BTW – wreszcie można oglądać na YouTube stabilne i ostre ujęcia 
    Też od miesięcy czynię przygotowania aplikowania o wizę, a później do wyjazdu. Póki co czytam i oglądam cały internet związany z tym tematem. Nieco starszy od Was i rodziną celuję jednak w wizę PR, a Wasze przemyślenia utwierdzają w przekonaniu, że to wyjazd na wizie studenckiej zwłaszcza z dziećmi wymaga posiadania dużej kasy lub po prostu odwagi i pewności w znalezieniu dobrej pracy.
    To co widzę we wszystkich relacjach tych którzy próbują ułożyć sobie tam życie to właśnie te absurdy związane ze znalezieniem pracy. Kiedy uda się już znaleźć sposób na zarabianie pieniędzy wszystkie minusy Australii są przysłonięte przez jej bezsprzeczne plusy  Z każdą kolejną taką relacją dochodzę do wniosku, że aby uniknąć udowadniania, że jest się wielbłądem przed każdym potencjalnym pracodawcą może warto pomyśleć o jakiejś swojej działalności gospodarczej. Taki sposób na życie ma nałożonych z kolei zdecydowanie mniej barier niż np. w Polsce. Aby sprzedać jakąś swoją usługę czy towar, domyślam się, że nie ma konieczności okazywania australijskich certyfikatów, edukacji i doświadczenia.
    Proszę nie odbierać moich słów jako pouczania Was w temacie najlepszego sposobu na życie. Piszę o tym, aby pozwać zdanie Wasze i innych czytających. Z tego co widzę o pracę w Australii nie jest łatwo, natomiast słyszy się, że prowadzenie działalności jest w miarę przyjazne.

    Reply

  • Avatar

    Jacek

    |

    Witaj Grzegorz.
    Właśnie spojrzałem na Twój komentarz i w całości się z nim zgadzam. Ja jestem w sytuacji 2+2 gdzie zaczęliśmy planować wyjazd. Oboje mamy po 40 lat. Mamy firmy więc może i tam by się udało. W wolnej chwili proszę o kontakt [email protected] w celu wymienienia doświadczeń

    Reply

  • Avatar

    marek

    |

    Droga Justyno, coz na wlasnej skorze przekonalas sie jak to w realu wszystko wyglada w Sydney….
    Z moiej strony jako wieloletniego mieszkanca Sydney dodac tylko moge pare szczegolow: po pierwsze nie ufac zadnym agencyjkom w Polsce sprzedajacym Australie jako niebo na ziemi, oni z was zyja, wcisna wam kazdy kit zeby tylko zainkasowac pieniadze.
    Australia a Sydney to dwa rozne swiaty, do niedawna mowilo sie ze to panstwo trzech miast Sydney, Melbourne i Perth, teraz po wielkim zalamaniu w szeroko pojetym gornictwie 90 % emigruje do Sydney potem Melbourne , praca jest tylko w tych dwoch miastach prosze nie dac sie namowic na jakies zaklete wiochy bo znalezc sensowna tudziez jakakolwiek prace bedzie ciezko.
    Sydney to duze miasto gdzie praca jest ale dla studentow i wszystkich z nieuregulowanym statusem pozostaje budowlanka i restauracje, dla scislosci budowlanaka znaczy proste prace najczesciej wyzysk u Polaka kontraktora za smieszne stawki, czego nie nalezy mylic z praca tradesmana z tutejszymi kwalifikacjami i doswiadczeniem bo te zarobki naleza do najleprzych w Au.
    Po nastepne przeszczegam wszystkich kombinujacych na wizach studenckich ile tak mozna ciagnac? To droga do nikad, ilez pseudokursow mozna robic? Lata leca doswiadczenia sie nie nabiera szans na pobyt nie ma wiec poco sie oszukiwac?
    Wracajac do Australi to ogromny kraj a zarazem mocno odizolowany od reszty swiata co ma swoje plusy i minusy, na plus to napewno wieksze poczucie bezpieczenstwa, generalnie nawet w takim molochu jak Sydney jest bezpiecznie zwlaszcza jak sie porowna z miastami w USA czy takim chocby Londynem. Po nastepne australijczycy bacznie obserwuja co sie dzieje na swiecie i staraja sie wybierac z tego co najleprze dla nich uczac sie na bledach innych, dla przykladu podam chocby sprawe z zalewem Europy przez emigranow tu z problemem tzw boat people poradzono sobie relatywnie szybko, przyklady mozna mnozyc.
    Na minus to na pewno fakt ze tu sie nie przyjezdza zeby robic kariere w miedzynarodowych korporacjach tu szklany sufit jest ustawiony dosc nisko co wynika z relatywnie malej liczby korporacji, sami co zdolniejsi aussie uciekaja do UK lub USA o czym alarmuja rozne zrodla od dawna.
    Jest zlota regula w au dobrze zarabia tradesman (nie mylic z polskim studentem malujacym u polskiego kontraktora) i wszyscy powiazani ze sluzba zdrowia na czele z pielegniarkami i lekarzami, do niedawna swietne zarobki byly rowniez w minning sector ale to sie juz skonczylo. Osobiscie nie rozumiem ludzi po studiach z ambiciami przyjezdzajacych do au aby szukac spelnienia w zawodzie, nie latwiej juz sie starac w Europie lub USA, generalnie australia to zadupie i szanse na wzniosle kariery sa tu marne.
    Temat szkol, choc ponoc pare uniwerkow lapie sie do pierwszej 30 swiatowej to cala reszta wola o pomste do nieba, te wszystkie college szumnie reklamowane przez polskie agencje to chlam gdzie polak czesto jest jedynym bialym a nauczyciel z Bangladeszu sam dopiero co dostal PR i doswiadczenie to on ma ale z Bangladeszu, szkoly jezykowe to samo, zalamiecie sie, sami azjaci i jaks part time working ausie mum co sobie chce dorobic jako nauczyciel. W szkole sie niczego nie nauczycie bo azjaci beda was niemilosiernie spowalniac, rentowc rowniez bedziecie z brazylijczykami czechami albo innymi Polakami, do pracy pojdziecie na budowe albo restauracji czyli bedziecie pracowac z innymi emigranatmi. Sorry ale rok czy dwa mina a wasz angielski sie nie poprawi co najwyzej zlapiecie zlych nawykow sluchajac ciagle azjatyckiej wersji angielskiego :)
    Taniej wyjdzie robic to samo w UK efekt podobny ale przynajmniej taniej, jak ktos chce miec przygode zycia to trzeba tu przyjechac ale na working holiday visa albo turystyczna ktora mozna przedluzac chyba do roku czasu. Przynajmniej pozostana mile wspomnieniaa to jest bezcenne.
    I na koniec rzecz najwazniesza do wszystkich potencjalnych emigrantow prosze sie zapoznac z sytuacja mieszkaniowa w au a w szczegolnosci w Sydney i Melbourne, srednia cena domu w Sydney juz przekroczyla 1 mil aud rent jest rowniez niemilosiernie drogi, generalnie zycie w au jest bardzo kosztowne, ale sytuacja mieszkaniowa jest szczegolna. Prosze sobie zadac pytanie czy wraz z rodzina bede happy rentowac do konca zycia mala klitke bo nigdy nie bedzie mnie stac na wlasne lokum? To jest tutaj teraz hot topic w prasie i polityce gdyz mlodzi aussie zostali na lodzie i nie maja mozliwosci zaciagnac kredyt, sytuacja identyczna jak w Polsce, z tym ze Polak zawsze moze wyjechac i za powiedzmy 10 lat zarobic na ten dom w Polsce a gdzie ma wyjechac mlody australijczyk? Tak jak Pani napisala ciezko jest tu znalezc szczesliwych emigrantow bo kazdy pracuje po 12 godzin dziennie zeby moz godnie zyc.
    Reasumujac Australia to piekny kraj wart zwiedzenia (choc do NZ sie nie umywa) ale na zdrowych warunkach tj working holiday albo turist visa. Nie jest to kraj do robienia kariery chyba ze w szeroko rozumianym construction albo health care, mlodzi humanisci nie maja tu czago szukac, nawet majac papiery beda zawsze na gorszej pozycji ze wzgledu na jezyk, to samo sie tyczy inzynierow i innych wykwalifikowanych, prosze nie zapominac ze tu jest ogromny naplyw specjalistow z chin i indii ktorzy dadza sie pokroic zeby tylko moc pracowac w office.
    Dodatkowo koszta zycia beda bariera dla emigranta i zajmie naprawde duzo czasu zanim sie zacznie zarabiac na tyle aby moc normalnie tu zyc a i tak o rzeczach takich jak wlasny dom czy mieszkanie raczej mozna zapomniec, renting do konca zycia( tylko przez ostatnie 4 lata ceny poszly w Sydney w gore o 45%)
    Takie sa realia, mlody opalony blondyn z deska na plazy z usmiechnieta blondynka to kit dla turystow i przywilej waskiej grupy dzieci z bogatych domow cala reszta zapiernicza tu w pocie czola. I jescze jedno nikt was tu nie bedzie wital z usmiechem na twarzy i pomagal na kazdym kroku, tu kazdy jest zagoniony w pracy….Stereotyp usmiechnietego wyluzowanego aussie to kolejny kit wciskany potencjalnym studentom czy turystom. Czy aussie sa rasistami? Na pewno tak tylko z ta roznica ze w miastach nie powiedza ci tego wprost a w country uslyszysz zebys wracal skad przybyles no chyba ze jestes turysta zostawiajacym tam kase wtedy beda cie nosic na rekach, ale tak jest chyba w kazdym kraju, do puki nie zabierasz im pracy jest ok jak wygrasz interview to sie zaczyna….

    Reply

  • Avatar

    Paula

    |

    Drogi Marku. W Sydney mieszkam już 18 lat i mam inne spostrzeżenia niż ty. Wcale się nie dziwie, że Polacy przybywają do Australii. Twoje zdanie mówi mi tylko jedno- typowy polak który chce zagarnąć wszystko dla siebie dlatego zniechęca innych! Znam wielu SZCZĘŚLIWYCH emigrantów którzy za skarby świata nie żałują decyzji przeprowadzki. Pozdrawiam

    Reply

    • Avatar

      Kate

      |

      Paula, czy ty prowadzisz może jakiegoś bloga lub vloga? Chętnie poczytam o tym, jak Ty widzisz życie w Australii. W końcu 18 lat życia to sporo spostrzeżeń i doświadczeń. Jestem ich bardzo ciekawa. Napisz proszę.
      Pozdrawiam ciepło :)

      Reply

  • Avatar

    Kasia S.

    |

    Witajcie,
    I Marek i Paula mają rację. Wszystko zależy od szcześcia, wiary w siebie, podejścia do życia, priorytetów itd.
    Mieszkam w Polsce, ale od dwóch lat zgłębiam temat Au i żałuję, że sie w to dałam wkrecić. Rozważam wyjazd każdego dnia w kontekście mojej sytuacji w PL, dzieci, wieku, obaw ale i ogromnej pasji jaką jest dla mnie Australia. Bywają dni kiedy mówimy sobie mężem, że musimy tam się dostać pomimo wszystko. Są i chwile, że myśl o tym wszystkim (bo mam tego świadomość) o czym pisaliście, podpowiada mi, że to jest szaleństwo i niestety nie jestem z Gór, może mi zabraknąć wytwałości.
    Obraz Australii z całą pewnościa jest wytworem PR-owców ze strony rządu, agencji „opiekujących sie” imigrantami, szkół, a idąc w kierunku teorii spiskowych, Bóg tylko wie kogo jeszcze. Jednak dałam się złapać bo serce moje mieszka tam. Jest też trochę obaw o przyszłość Europy. Myślę, że jest wielu takich rozdartych jak ja. Nie polecam. Na szczęście w PL mam póki co sytuację stabilną, więc pośpiech nie ma, a jak wiadomo jest on złym doradcą.
    Justynko, ogladam was od wielu miesięcy. Chwała Ci za to, że myslisz po swojemu i nie dajesz się wkręcić w ten cały PR.

    Reply

  • Avatar

    Sylwester

    |

    Witam, chciałem zapytać się was o gastronomię w Australii , jak to wygląda , otwarcie , popularność , miałem chęci otworzyć coś polskiego typ. Pierogarnia .

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Hej,

      niestety, ale nie znam nikogo kto udzieliłby mi takich informacji z pierwszej ręki. W Sydney polska gastronomia rozwija się. Są restauracje, a ostatnio nawet otworzyły się zapiekanki. Jedyne co mogę podpowiedzieć, to poszukaj na Facebooku grupy: Polacy w Sydney takich postów i podpytaj :)
      Powodzenia!

      Reply

  • Avatar

    Marek

    |

    Pozdrowienia z Melbourne. Mieszkam tu od 26 lat i nigdy nie myslslem o powrocie. Kilka slow o sobie aby ustalic punkt odniesienia. Jestem inzynierem informatykiem. Pracuje tu w wyuczonym zawodzie praktycznie od przyjazdu (prace znalazlem 4 tygodnie po przyjezdzie). Mysle ze moja kariera zawodowa ukladala sie tu mniej wiecej tak samo jak by to bylo w Polsce. Mowia ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i to chyba najlepszy komentarz dla artykulu. Jednym sie udaje lepiej drugim gorzej. Wszystko zalezy od oczekiwan i szczescia. Wsrod moich znajomy Polakow i ludzi innych narodowosci wszyscy sa zadowoleni i nie mysla o wyjezdzie. Ogolnie zycie tutaj jest latwiejsze niz w Polsce. Oczywiscie jak wszedzie sa problemy i klopoty ale mysle ze mniej niz w kraju. Nie zauwazylem tu jakis szczegolnych ograniczen dla emigrantow w tzw. robieniu kariery. Oczywiscie zostanie dyrektorem duzej firmy nie jest latwe, ale czy to latwe jest w Polsce dla Polaka, w USA dla Amerykanina, itp. Rzeczwiscie sa tu spore roznice w mentalnosci ale na korzysc. Ludzie trakuja sie bardziej rowno niezaleznie od wyksztalcenia i wykonywanej pracy. Tu nie patrzy sie na kogos z gory dlatego ze jestes np lekarzem a on robotnikiem. Ze wzgledu na prace mialem wiele okazji przeniesc sie do USA czy Europy, ale nie chcialem. Australia mi sie po prostu podoba. Nie znaczy to wcale, ze zle mysle o Polsce. Przeciwnie, bywam w kraju praktycznie co roku i jestem po wielkim wrazeniem zmian na lepsze. Po prostu tu znalazlem swoje miejsce.

    Reply

  • Avatar

    Kasia

    |

    Przeczytałam ten post i komentarze i z jednej strony mi smutno, a z drugiej lżej że nie jestem sama. Australia zawsze była moim marzeniem. Po latach ciężkiej pracy w PL i oglądania każdej złotówki wylądowaliśmy w Melbourne. Obecnie jesteśmy tu 4 miesiące a ja codziennie żałuję. Jestem na wizie studenckiej, mąż partnerskiej. Szkoła super, nauczyciele to anglicy i australijczycy. Ale praca, klimat i ludzie…. Maz znalazł pracę po 3 miesiącach, niepewną na dodatek bo już kręcą nosem że może zamiast niego wziąć chińczyka albo hindusa? Zapłacą połowę a i darmowo po godzinach popracuje. Mąż jest inżynierem, pracował w PL na uczelni a tutaj… kładzie kable i to na własnej działalności. Ja nadal szukam pract bo białego studenta bez doświadczenia barmana i sprzątania w AUS nikt nie chce.
    Rachunki to kosmos, nikt parze now chce wynajmować pokoi, ceny przyprawiają o zawał. Zimą albo zamarzasz albo bankrutujesz.
    Na dodatek po przyjeździe zostaliśmy oszukani a bank i policja spisali zeznania i… to by było na tyle. Nic nie robią.

    Żałuje wyjazdu do AUS i gdyby nie fakt, że mam opłaconą szkołę na rok, wróciłabym nie patrząc na stracone pieniądze.

    Reply

    • Avatar

      Justynka

      |

      Kasiu,

      Bardzo mi przykro, że tak się stało w Waszym przypadku.
      Jeśli mogę coś doradzić, to po pierwsze : NIE ZAŁAMUJ SIĘ! Uwierz, mi też było na początku bardzo ciężko, tak na prawdę dopiero po 6 miesiącach zaczęło mi się podobać. Teraz z perspektywy czasu wiem, że początki po prostu są bardzo trudne: nowe środowisko, kraj, ludzie, jesteś tylko sama z mężem, inna rzeczywistość, wszystko wiąże się z mega stresem! Ale…skontaktujcie się z Polonią w Melbourne, my spotkaliśmy w Sydney wielu wspaniałych i pomocnych Polaków. Może będą w stanie pomóc Tobie lub mężowi w znalezieniu pracy. Wytrwale szukajcie! Co do doświadczenia to niestety to prawda co piszesz, ale nie zawsze. Mi udało się pracować jako kelnerka nie mając doświadczenia w Australii. Musisz próbować, aż w końcu tez trafisz na kogoś takiego.
      Daj sobie czas i zobaczysz, że będzie lepiej!
      Głowa do góry! Trzymam kciuki!

      p.s. na stronie jest też mój wpis o wesołych refleksjach :)

      Reply

  • Avatar

    Katarzyna

    |

    Z jednej strony mi smutno, z drugiej mi ulżyło, że nie jestem jedyna. Po 4 miesiącach spędzonych w Melbourne żałuje, że kiedykolwiek postanowiłam spełnić marzenie o Australii inaczej niż turystycznie. Mamy roczną wizę a ja najchętniej wyniosłabym się stąd daleko, ale szkołę mam opłaconą do marca przyszłego roku. Pracę znalazłam po 4 miesiącach, mój mąż po 3 – żadne z nas nie jest zadowolone z tego co robi ale nie mamy perspektyw na nic innego więc przypłacimy to słono zdrowiem. Rynek został opanowany przez chińczyków i hindusów i wszystkie narodowości tworzą zwarte klany – jeśli knajpa jest indyjska albo chińska możesz zapomnieć, ze dostaniesz tam pracę będąc europejczykiem.
    Na początku pobytu zostaliśmy oszukani – zdarza się, pretensje możemy mieć tylko do siebie. Policja i bank nie robią niczego, aby to odzyskać. Ogólnie policja australijska niewiele potrafi – tu zawsze było tak spokojnie, że na nic nie są przygotowani.
    Szkoła jest ok – świetni nauczyciele – anglicy i australiczycy w większości. Studenci to głównie Kolumbia i szeroko pojęta Azja, ale naprawdę jest fajnie.
    Za to życie…. koszty mieszkań (bo wynajęcie dla pary czegokolwiek to długa, żmudna i męcząca praca i historia….) są niebotyczne, podobnie jak energii i komunikacji miejskiej. A przecież mało kogo stać na kupno samochodu od razu.
    Australiczycy wbrew obiegowej opinii nie są tolerancyjni. Nie lubią hindusów i chińczyków. Chińczycy nie lubią hindusów i australijczyków a hindusi… australijczyków i chińczyków. Wszyscy są skryci, przyklejają tylko fałszywe uśmiechy.
    Podziwiam wszystkich, którym nigdy nie przyszło do głowy wrócić. Mi chyba nie przyszło do głowy tu zostać. Nie żałuję emigracji. Żałuję porwania się na Australię. Jest piękna, ale tylko do zwiedzenia.
    A szkoda :(

    Reply

  • Avatar

    Kasia

    |

    Justyno

    Dziekuje :) jesteśmy w stałym kontakcie z Polonią w Melbourne i wiele nam pomogli, ale my mamy tu permanentnego pecha najwyraźniej. Nie poddamy się i nie zrezygnujemy przed czasem, chyba ze braknie na rachunki i jedzenie. Niemniej tutaj nie zostaniemy. Może innym się uda :)

    Reply

  • Avatar

    Karol

    |

    Pracowalem w Brisbane przez 4 lata w duzej informatycznej corpo. Jestem konsultantem z branzy informatycznej. Do AU sciagnl mnie australijski headhunter – kontat przez linkedin on tez zalatwial wizy. Stad czytajac powyzsze wogole nie wiedzialem, ze to potrafi byc takim problemem. Mialem przyjechac na dwa lata (czas trwania projektu), jak to z projektami bywa przeciagnelo sie i to znacznie. Bylem zatrudniony przez biuro w Sydeny, a projekt byl w Brisbane wiec oprocz pensji dostalem tez cos ala diete wyjazdowa i sluzbowe mieszkanie. Na poczatku bylo fajnie bo bylem tzw zwyklym senior principal consultant ale po roku zaproponowali mi bycie team leaderem w jednym z obszarow projektu. Zgodzilem sie i .. to byl blad. Kasa niewiele wieksza za to problemow i zmartwien bez liku. Jako zwykly „szarak” mialem relatywny luz jako kierownik musialem tyrac do pozna i martwic sie za wszystkich. Najgorsze bylo to, ze prawdziwych specjalistow bylo ciezko pozyskac, a tych ktorych mialem bylo malo, glownie expaci z UK i lokalni. Jedni i drudzy byli tak totalnie mentalnie rozni od nielicznych innych Europejczykow, ze az bolalo. Gdy ja , odpowiedzialny za sukces przedsiewziecia (sarkazm of course) w jakims obszarze tyralem jak wol i paru innych tez to oni glownie mysleli o fali i surfingu. Nawet na spotkania z klientem potrafili przyjsc owszem w marynarce i … bermudach. Gdy przychodzila pora lunchu to dla nich byl to juz w zasadzie koniec dnia, wybiegali z biura i … na plaze. Malo ktory z nich traktowal prace powaznie. Na poczatku myslalem, ze jak „prowodyrow” pozwalniam to inni sie przestrasza. Jaki byl efekt spora czesc przeszla do konkurencji, gdzie postepowali identycznie, a ja zostawalem z wakatem. Potem prosilem o szukanie ludzi w Polsce i innych srodkowoeuropejskich ale byl z tym problem. I wowczas tez dowiedzialem sie od moje headhuntera, ze nie tyle moje skilsy go skusily co wlasnie pochodzenie. A problemem byly pensja i okres wypowiedzenia. W miedzyczasie dostalem propozycje pracy w PL z tej samej corpo i stwierdzilem, ze wracam :) Dodam, ze bylem tam z zona, ona nie miala wizy pracowniczej tylko turystyczna i tak tez traktowala caly ten wyjazd. Gdy ja tyralem do nocy w biurku albo jedzilem po kopalniach klienta integrowac jego systemy to ona robila shopping :). Wracac nie chciala i wrecz zagrozila mi, ze jesli wroce to ona zostaje i wrecz sie ze mna rozwiedzie. W koncu gdy zrozumiala, ze sama na wizie turystycznej, bez kasy, i bez mieszkania daleko nie zajedzie spakowala sie i wrocila ze mna.
    Teraz mile wspominam te 4 lata ale wyrobilem sobie stereotyp, ze „oryginalni” aussi to lenie, a expaci z uka prace i pobyt w AU traktuja jako wielka balange. Jesli chodzi o kase to w duzych informatycznych copro na calym swiecie sa one bardzo podobne / wrecz ustandaryzowane dla danego levela na ktorym jestes i to obojetne czy UE, czy Us, czy AU. Mowa o etatowcach nie o kontraktorach – bo to dwa rozne swiaty. Natomiast zycie w PL jest nieporownywalnie tansze.

    Reply

  • Avatar

    janek

    |

    Ja marzylem o australii od 20 lat. Bylem wczesniej juz w NZ, pozwiedzac, no i w koncu jak mi sie pojawila opcja ze moge to marzenie zrealizowac to okazalo sie jak bardzo sie myliłem..
    dostalem 2x odmowe wizy. jeden raz studenckiej, mimo ze spelnialem wyszstkie wymogi, finansowe itd. Powod – bo wg urzedasow nie chce tam jechac studiowac i nie jestem genuine entry mimo ze przedstawilem solidne dowody na to ze nie chce tam zostawac (dzieci, rodzina, dom, auto, firma) – tylko pozwiedzac i podszkolic angielski. ot takie przyjemne z pozytecznym. Turystycznej tez nie dostalem. Stracilem tak naprawde jakies 10k na przygotowania, te debilne certyfikowane tlumaczenia, na szkole minus prowizje. Firma ktora mi to organizowala (ten studencki wyjazd) .. to powiem szczerze ze jestem bardzo zawiedziony, Wszystko pieknie na poczatku do wplacenia zadatku – kase wzieli i potem mają cię w dupie. o wszystko musialem sie kilka razy dopraszac i ponaglac. A „pomoc” w przygotowaniu listu w sprawie GTE to chyba na kolanie odpisali. Skoro sa takimi specjalistami to powinni raczej znac wszelkie niuanse z tym zwiazane i wskazac co i jak napisac. Tak ze NIE POLECAM. nie podam celowo nazwy tej agency ale kto ma rozum to sie domysli. Stracilem kase i nawet do samolotu nie wsiadlem :) Teraz mysle ze ta cala australia to zyje wlasnie z takich naiwniakow ktorzy maja jakies marzenia i chcieliby cos zrobic dla siebie, doją, za wszelkie oplaty, certyfikaty, potwierdzenia potwierdzen. Ambasada ma cie w dupie, dzwonisz tam to „they don’t give a fu**k” a na maile nikt nie odpisuje.

    Ja sie z tej fanaberii wyleczylem. I zaczalem doceniac nasz kraj. Dajcie sobie z tym spokoj. Po tym co pisze Karol to mam juz obraz tego „raju”. Teraz mysle ze dobrze ze nie dostalem tej wizy.

    Reply

Leave a comment